czwartek, 5 grudnia 2013

Malamut a ucieczki - czyli "mnie nie dogonisz"

Pewnego dnia, buszując po internecie usłyszałam przepiękną opowieść. 
Była to historia o potężnym i mężnym malamucie.Wspaniałym przedstawicielu tej rasy. Brzmiała ona mniej więcej tak : "Całkiem niedawno temu, całkiem niedaleko stąd żył sobie malamuci książę, który nigdy nikomu nie uciekł (...) "
Włóżmy to z powrotem między bajki.

W prawdziwym życiu z tymi psami pierwsza zasada brzmi : Malamut zawsze ucieknie. Twoim zadaniem jest zachęcić go do powrotu. 
I hamuję w tym miejscu złośliwe komentarze o treści "Ale moja ciocia/babcia/znajoma znajomej/ja/kuzynka ma malamuta który jej nigdy nie uciekł". W takim wypadku wyjścia są dwa.
1. Albo nigdy nie wypuściła go na średnio ogrodzone podwórze lub nie spuściła go ze smyczy.
2. Albo nie zauważyła podczas spaceru ze pies jej uciekł.
Tak, można tego nie zauważyć. Malamut ucieknie zawsze, ponieważ ta rasa ma silny instynkt i potrzebę samodzielności. Ale nie oznacza to że zniknie na kilka godzin czy dni, może to równie dobrze być minuta, w której pies przestanie się pilnować i odbiegnie gdzieś myślami (oraz ciałem). Po opamiętaniu się, dobrze wytresowany pies wraca do właściciela. I tylko od osobnika zależy czy trwa to tydzień czy 5 minut. Właściciel może nawet nie zauważyć że pies mu uciekł, ba, w przypadku mojego Cezara czasem nawet trudno to zauważyć. Zabawny dialog się w związku z tym rozwinął ostatnio między mną a koleżanką :
- Cezar! Cezarku! - pies nawet na nią nie patrzy
- Zapomnij, on uciekł - odpowiadam
- Jak to uciekł? Przecież stoi 2 metry stąd!
- Myślami uciekł. Zaraz wróci.

Jeśli zadbamy o to by pies reagował na nasze zawołanie na spacerze, jeśli wdrukujemy mu to na tyle głęboko że sam z siebie będzie się pilnował właściciela nie ma czym się martwić, bo za daleko nam ten pies nigdy nie ucieknie. Ja wdrukowywanie tego bezwiednie zaczęłam gdy Cezar był maluszkiem. Olałam kwarantanne i mimo przestrogi że "TEGO PSA SIĘ NIE PUSZCZA WOLNO" maszerowałam z Czarkiem raźno po mieście, po polach, po lasach, bez smyczy. Korzystałam z jego instynktownej więzi ze mną i strachem przed zbyt dalekim odbiegnięciem.
Gdy podrósł i zaczął eksplorować otoczenie nieco wnikliwiej stosowałam wyuczoną już komendę "do mnie" by nie odchodził za daleko. Działa do dziś, gdy zawołam lub gwizdnę Cezar w ciągu minuty wyskakuje z krzaków i melduje, że jest, że nic mu nie jest, i że za chwilkę wracamy.
Zdarzało się oczywiście że białej gorączki dostawałam przez tego cielaka, ale to temat na notkę z serii "Jakby to było wczoraj"

Oczywiste jest, że aby spuścić malamuta ze smyczy trzeba najpierw znać otoczenie. Ja mam kilka miejsc z daleka od ruchu miejskiego oraz zwierząt łownych (sarny, zające, chodzi tu głównie o las) gdzie wiem że Cezara nic nie rozproszy na tyle, by poleciał w siną dal. Najczęściej wybieram się z nim na znaną ze zdjęć "widokówkę" (zwróciliście uwagę na swoiste góry liści i odpadów zielonych na niektórych fotkach?) która to mieści się w pobliżu bagien - jest jednak to łąka na tyle bezpieczna i sucha że miasto urządziło tam wysypisko odpadów zielonych. Tam nikt nie chodzi, bo zapach nie jest najładniejszy (kiszona trawa?) a Cezar kocha to miejsce i wypada że jesteśmy tam najmniej 4 razy w tygodniu.
Często też chodzę na tor motocrossowy pod miastem. Poza sezonem jest tam cicho i spokojnie.

W tych miejscach pozwalam Cezarowi na odrobinę wolności. Mówią, że tej rasie nie wolno ufać. Nawet ja sama to mówię, powtarzam teraz po raz setny, że one nie są godne zaufania bo nikt nie jest w stanie przewidzieć co im do łba wpadnie. A jednak, ja swojemu psu ufam. I jak dotąd mnie nie zawiódł. Nie potrafię iść w ślady północno-maniaków i trzymać swojego pieska tylko na lince. Dla mnie by pies był szczęśliwy, musi być po części wolny. Znacie cytat 
"Jeśli kogoś kochasz, puść go wolno. Jeśli wróci - jest Twój. Jeśli nie to znaczy że nigdy nie był" ??
Wzięłam go sobie do serca w przypadku psów. Bo tyczy się on chyba wszystkich stworzeń.
A więc, podsumowując. Malamut to pies który zawsze ucieknie. Ale, jeśli tylko go tego nauczymy to też malamut zawsze wróci. Bo z kim mu lepiej, jak nie z panem??

1 komentarz:

  1. Super notka :D
    Wracając do pytania z mojego bloga - zdjęcia przerabiam w GIMP2 :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy nie działają? kliknij obrazek!

Obserwuj !