sobota, 11 stycznia 2014

A ja poproszę nowego psa......


Tak, wiem. Tytuł posta dość pesymistyczny. Ale naprawdę zaczęłam się poważnie zastanawiać nad nowym psem. Z tym że nie mam warunków. Mam chandrę.
Chcę oddać Cezara, choć jednocześnie nie wyobrażam sobie że mogło by go nie być. Wiem że nigdy nikomu go nie wydam. Ale gdy tylko rozmyślam o jego ostatnim zachowaniu, łapię doła i planuję Husky... Ale znów jedyną możliwością by mieć psa przed przeprowadzką jest trzymanie go w miejsce Azy na działce. A Husky nie nadaje się na działkę... Owczarek? Może, ale znając moje szczęście trafiłaby mi się kolejna cio.ta i leń....

Wiecie już co po niektórzy że pasjonuję się zaprzęgami. Uwielbiam ruch i aktywność. W końcu to dlatego mam tą rasę a nie inną. Ale okazało się że malamut ani trochę nie spełnił moich oczekiwań. Im dłużej próbuję tym bardziej przekonuję się że z Cezarem nic w kwestii sportowej nie osiągnę, bo on po prostu tego nie chce. Nie lubi się ruszać, nie chce wychodzić na spacery, gdy spuścić go ze smyczy to chodzi spacerkiem po krzakach co jakiś czas oglądając się za siebie. Czasem przebiegnie kilka kółek i do domu.... Niektórzy twierdzili że jak pies nie ma motywacji to i nie ćwiczy. Ale jak ja mam motywować psa do aktywności? Wyobraźcie sobie buldoga angielskiego, zmotywowalibyście go do psich zaprzęgów...? Nie da się zmusić psa by chciał się ruszać, no normalnie się nie da , próbowałam....

Malamut od siedmiu boleści! ....
Wiedziałam oczywiście, że z wiekiem aktywność psa spada. Ale nie sądziłam że do zera! A Czarek ma dopiero trzy lata, przecież to jeszcze ku.wa nie emeryt!.... A tak się właśnie zachowuje... 
Zero ekspresji, zero jakiejkolwiek chęci do zabawy, zero energii w tych chudych łapach....
I najgorsze jest to że nie wiem czym to może być spowodowane. Podejrzewałam zimę, a raczej jej brak. Sama mam z tego powodu zły chumor. Ale ostatnio był bardzo fajny mroźny dzień, poszłam na rower. Sama. Cezar nie chciał biec. 
Podejrzewałam chorobę. Weterynarz zaprzeczył, Cezar to okaz zdrowia. Od lutego mam pozwolenie na zaprzęgi jako takie.... Ale wątpię.
Już nie mam pomysłu na tego psa. 


Naprawdę nie wiem co robić, mam mętlik w głowie. Mam ogromne marzenia i ambicje związane z zaprzęgami, zawsze chciałam zorganizować z moim mieście przejażdżki bikejoringowe, myślałam nad canicrossem i dogtrekkingiem ze znajomymi. Są chętni. Psa brak.
Lubię spacery, bieganie, jazdę rowerem. Wyjdzie na to że póki mam Cezara będę musiała z tego zrezygnować, lub jeździć sama. 

Aż strach pomyśleć co to będzie jak wyniosę się na wieś. Cezar będzie siedział w domu lub w kojcu a ja będę drugiego psa brała chyba.... Bo nie wyobrażam sobie życia na kanapie.
Nigdy nie sądziłam że leniwy malamut może przysporzyć tylu problemów...

Będę powiadamiać o ewentualnych postępach i przemyśleniach.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy nie działają? kliknij obrazek!

Obserwuj !