wtorek, 3 marca 2015

Pojednanie bestii


Udało nam się. Przynajmniej takie odniosłam wrażenie.
Zacznijmy od początku. Moja przyjaciółka posiada psa, również Alaskan Malamute, o imieniu Bando. Pies ten jest miesiąc młodszy od Cezara, jest typowym przedstawicielem rasy. Jednak nasze psy nie widywały się zbyt często, gdyż Bando mieszka na wsi 15km od mojego miasta i nie często się tu pojawia, a ja jakoś nie miałam potrzeby tam jeździć. 

Bando ma problemy z innymi psami, szczególny problem miał z Czarkiem (w wieku ok 8msc pokłóciły się o przysmak, pogryzły się i tak jakoś to zostawiłam). Nienawiść między nimi była niesamowita. Bandos, co tu dużo mówić, zamordował by z zimną krwią gdyby nie smycz.
I tak sobie w tej świadomości z moją koleżanką żyłyśmy, rozmawiając o naszych psach, chwaląc się postępami, ale za żadne skarby nie dopuszczając do ich spotkania. 
Do czasu aż w sobotę Angelika nie oznajmiła "Bando jest w mieście, chcesz go zobaczyć?"
Coś mnie tknęło. Naoglądałam się "zaklinacza psów", jakąś tam wiedzę o psach już posiadam, i stwierdziłam, że trzeba spróbować.
(Bando w wieku roku)

Upewniłam się tylko "utrzymasz go jak coś?" i wyruszyłam z duszą na ramieniu.
Pierwsze wrażenie było tragiczne. Bando jest trochę większy od mojego psa, a koleżanka dość drobna, i w momencie gdy ten zobaczył Cezara zamarłam, bo zaczął się rzucać, szczekać, wrzeszczeć, wyrywać i wgl. Czarek się najeżył. Wyglądało na to że ze spaceru nici.
Ja znałam jednak Banda z historii mojej koleżanki, wiem że to psi anioł. Skróciłam Cezara, poradziłam koleżance się trzymać, i stojąc po dwóch stronach ścieżki w odległości jakiegoś 1,5m czekaliśmy aż Bando się uspokoi. Trwało to może 5 minut, przez ten czas rozmawiałyśmy, starając się nie zwracać zbytniej uwagi na psy. Bando się uspokoił. Ale co dalej?
I przypomniałam sobie jeden z odcinków "cesara millana", gdzie mówił on o tym że z wrogimi sobie psami najlepiej jest stworzyć stado. Instynktownie chyba wyczułam że to może być dobry pomysł. Może idąc RAZEM jako STADO przestaną się atakować i jakoś się pogodzą z faktem że IDZIEMY i nie mają nic do gadania, bo to panie są ALFA? 
Skróciliśmy smycze i ruszyliśmy na spacer utrzymując między psami odległość conajmniej metra, w jedną stronę, rozmawiając. Atmosfera była bardzo napięta, Bando co chwila powarkiwał, kilka razy się rzucił, ale dało się go opanować i z czasem tracił zapał. Po około godzinie nastąpił przełom, psy od dłuższej chwili nie zwracały na siebie uwagi, napięcie spadło, więc pozwoliłam Czarkowi podejść do rywala. Najpierw jeden, potem drugi, pod ścisłą kontrolą, obwąchały się. Bando nawet nie warknął. Atmosfera trochę się oczyściła i reszta spaceru poszła już gładko. 

Przez prawie 2 godziny łaziliśmy nad jeziorem, wśród innych psów, z tymi bydlakami. W końcu można było poluźnić smycze. Wyobraźcie sobie jakie miny robili przechodnie, szczególnie ci z "joreczkami" gdy dwa dorodne malamuty szły pysk w pysk środkiem alejki, a za nimi powiewały dwie drobne młode kobiety? :) 

Jestem bardzo zadowolona że zdarzenia potoczyły się w ten sposób i obyło się bez rozlewu krwi i ran szarpanych. Kilka razy Cezar dostawał głupawki z radości, że spaceruje z innym psem! :) Wbrew jego problemom, to pies niesamowicie towarzyski i widzę po nim że chętnie wychodziłby na takie wspólne spacery częściej. Gdy Angelika po spacerze poszła przypiąć swojego psa za domem, Cezar posmutniał i zaczął piszczeć :( Moje biedactwo chętnie miałoby więcej psich przyjaciół. Ale skąd, jak normalnych psów w mojej okolicy jak na lekarstwo... 
Możliwe że teraz będziemy wychodzić z Bandem i Cezarem częściej, za każdym razem jak ten drugi będzie w mieście. No i dochodzi jeszcze fakt, że przyjaciółka ma nowego psa, papisia Amstaffa i jeśli tylko uda się go dobrze zsocjalizować, będziemy mieć czworonożnego kumpla :)
Trzymajcie kciuki. A tutaj słodki papiś na zakończenie (wabi się Skipper) 

3 komentarze:

  1. Gratuluję i dziękuję za podsunięcie pomysłu, gdyż chce od czasu do czasu wyjść z Kazikiem na spacer w obecności innych psów. Mam tylko pytanie, ponieważ psy koleżanek również wykastrowane nie są tak samo jak mój i chciałam się dowiedzieć czy Bando jest po kastracji, czy tak jak Cezar? Z góry dziękuje za odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, oba psy to dwa dorodne, płodne i dominujące samce tej samej rasy.

      Usuń
  2. Ja nałogowo oglądam Cesara Millana aż ostatnio szarpnęłam się na zakup jego książki :) Super gość który zna się na rzeczy :) Niedługo chcę zapoznać mojego ONka z Berneńką koleżanki :) Ale to za jakiś czas bo jej berneńczyk jest jeszcze mały a mój ON ma skłonność do dominacji małych psów więc jeszcze musimy trochę poczekać :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy nie działają? kliknij obrazek!

Obserwuj !