poniedziałek, 14 października 2013

Jak go wychować? - czyli trochę prawdy o Alaskan Malamute

Z góry napomnę, że mój pies, pomimo faktu że jest dziś wzorcowym przedstawicielem rasy, mógł zachowywać się w całkiem odmienny sposób od innych malamuciątek. Każdy szczeniak chowa się inaczej, więc moje doświadczenia z tą rasą mogą być dalekie od standardów. 

Dziś postanowiłam rozwiać pewne wątpliwości dotyczące tej rasy.

 Jak prawie każdy uświadomiony właściciel malamuciątka, przed przyjazdem psa do domu zdążyłam naczytać się różnych artykułów dotyczących rasy. I ogarnęła mnie panika "Na co ja się porywam??". Wątpliwości, niezdecydowanie, wręcz paniczny strach przed popełnieniem błędu... Szczególnie w pamięć wbiły mi się artykuły z strony "mals.pl", te o nazwach "jaki jest malamut?" , "Alaskan malamute FAQ" oraz "Z czego zrezygnować dla malamuta?".
Teraz jednak, po dwóch latach, wiem że większość tego co przekazują to czarnowidztwo.
Nie chcę uwłoczyć autorom tych "poradników", być może lepszym rozwiązaniem jest pisać, jak może być, niż później ratować kolejnego północniaka z łańcucha?

Ja jednak podjęłam decyzję. Napiszę jak jest naprawdę. Przynajmniej w moim przypadku.
Zaraz po przyjeździe Cezara do domu, byłam przerażona. Postanowiłam jednak podejść do "potwora" tak, jak podeszłabym do każdego innego psa, i wychowywać go na luzie, bez paniki.

Pierwsza rzecz, jaka dała się we znaki, to poranne wycie. Wiele północniaków to robi. W moim wypadku problem był podwójny, ponieważ mieszkam w bloku, wiecie, sąsiedzi.
Rozwiązanie? Najprościej jest zebrać się w sobie i zamiast bezskutecznie uciszać psa, zabrać go na spacer. Z biegiem czasu udało mi się Cezara przestawić z 4.00 na 5.20 o której to wstaje się i wychodzi do pracy. I tak, dziś mam malamuci budzik który równo o tej godzinie przepięknie wyje :) Choć w weekendy nieraz miałam ochotę wywalić psa przez balkon :P Ahh, te wschody słońca... 

Drugim problemem była oczywiście odpowiednia socjalizacja szczeniaka. Mals, północniak, twardy i niezależny charakter (ha ha), musi być odpowiednio socjalizowany. To akurat problemem nie było, bo konkretnie olałam kwarantannę poszczepienną i wychodziłam z psem regularnie w miasto by poznawał jak najwięcej bodźców. Oczywiście kwarantanny nie ignorowałam całkowicie, nie pozwalałam psu pić z kałuży, lizać trawy (i cholera wie czego jeszcze), jeść odpadków i spouchwalać się z bezdomnymi psami. Rezultat? Pies nie boi się niczego, kocha cały świat, nie ma problemów z psami.


(one się bawią)



Rzecz trzecia, najgorsza. Jak ułożyć takiego psa? Jak z niezależnego, upartego samca zrobić domowego pupila? Sprawa rozwiązała się sama, ponieważ okazało się że silny wilczy charakter malamuta można poskromić nawet o tym nie wiedząc. Kochając go, poświęcając mu czas, karcąc instynktownie, obserwując go i poprostu żyjąc z nim w jednym domu. Wiele z codziennych problemów rozwiązuje się samo. 
Dla przykładu, jedzenie. Nie chciałam aby pies skakał na mnie gdy trzymam miskę. Gdy tak robił, karciłam słowem, odkładałam michę i czekałam. Załapał za drugim razem. Do dziś nie skacze.
Tak samo drzwi. Nie każdy lubi, gdy pies obściskuje go zaraz przy wejściu do domu, dlatego ja Cezara zawsze odsyłałam do pokoju i kazałam czekać aż usiądę. Wtedy mógł podzielić się swoją miłością.
Przy obcych ludziach, zastosowałam zasadę, że szczeniak schodzi im z drogi. Od małego nie pozwalałam mu się cieszyć jak ktoś przychodzi do domu. I tak jak w wszystkich przypadkach malec od razu się dostosował, i do dziś ustępuje ludziom w progu a miłością dzieli się wyłącznie o to poproszony.
Na wiele innych spraw i zachowań nie zwróciłam uwagi, poprostu działałam. Jeśli uważnie obserwuje się swojego psa i od małego nie pozwala na zachowania niepożądane, to wychowanie go jest banalnie proste. Szczeniak uczy się sam, żyjąc z człowiekiem na codzień. Jeśli od pierwszego dnia zbuduje się mocną więź z psem, nie ma się czym martwić. Szczyl będzie próbował nas zadowolić i szybko sam załapie co wolno a co nie, po odpowiednich wskazówkach.
Malamuty to niesamowicie inteligentne i bystre psy. To bardzo pomaga w ich prowadzeniu. One, jakby to powiedzieć, "czytają między wierszami". O ile owczarkowi (przykład) musisz jasno określić cel i pokazać co jest dobre a co złe, o tyle malamutek załapie to sam.

Będę kontynuować ten temat, jednak dziś już idę spać. A na koniec, kilka słit foci Cezara z szczenięctwa :) 





1 komentarz:

  1. Hallelujah ! Hahhaaha a ja niemądrę człowiekę myślałam, że to Husky w innej skórze xD

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy nie działają? kliknij obrazek!

Obserwuj !